PÓŁNOCNE KOŁO PODBIEGUNOWE...AUTOSTOPEM! 0

4 lutego jedenaście osób wyleciało z Polski w kierunku Szwecji, na lotnisko Sztokholm Skavsta. Spotkaliśmy się z otwartymi na przygodę głowami i celem - zobaczyć zorze polarną. Chcecie wiedzieć czy trudno było podjąć decyzję? Przyznam się z ręką na sercu... to było bardzo spontaniczne "tak", okraszone zresztą kieliszkiem wina. Spytałam Kasi: jedziesz ze mną? A ona odpowiedziała, że jedzie. 

Udało się. Po kilku dniach od wyjazdu stopem ze Skavsty sześć osób, w tym ja,  z duszą na ramieniu obserwowało zorzę na stoku górskim w Abisko, na samiutkiej północy Szwecji. W miejscu, gdzie nie ma zanieczyszczenia światłem, dookoła nad zamarzniętymi stawami są tylko góry i otwarta, niekończąca się przestrzeń. Czyste niebo. 

Łącznie przejechaliśmy 3000 km autostopem. Spałam na skórach reniferów, jeździłam skuterem śnieżnym. Podróżowałam z 55 kilogramowym amstafem argentyńskim na kolanach. Łapałam stopa przy -24 st. C. Spałam pod namiotem przy -39 st. C. Widziałam zorzę. Jestem szczęśliwa :)

 

 



Łapiemy stopa na autostradzie. Od koła podbiegunowego dzielą nas jeszcze setki kilometrów. Ruch marny. Zaczynamy czuć zimno. Wiemy, że jeszcze na to za wcześnie... Temperatura z jaką mamy się zmierzyć w ciągu najbliższych dni ma być o 15 st. C. niższa. Co najmniej. Kiedy nic nie jedzie żartujemy, że zawsze można rozbić namiot tu... Właśnie tu spędzić noc. Czas nas nie goni.  

 

 

Gallivare! 1237 km od punktu w którym startowaliśmy. To tutaj czeka na nas uzgodniony wcześniej nocleg. Jedyny ciepły pewniak na naszej drodze. Ugościła nas Beja i Robert, wspaniali ludzie. Traf chciał, że moje urodziny wypadły właśnie na ten dzień. Dzięki gościnie gospodarzy wyspałam się na skórze reniferów, następnego dnia celebrując kolejny rok życia jazdą na skuterach śnieżnych : ) usłyszałam szwedzkie sto lat, które doprowadziło mnie do łez...

serio, płakałam ;) 

 

 

Kasia, mój najlepszy autostopowy kompan, na tafli jeziora przed domem Beji i Roberta

 

Zawieszeni w pustce, na tafli zamarzniętego jeziora. Out of time.

 

 

Pomimo że już minęliśmy granicę koła podbiegunowego nie spoczywamy na laurach. Czas pozwala ruszyć dalej na północ. Cel: Abisko. Krajobrazy coraz bardziej polarne... Temperatura -20 st. C.

 

 

 

Po drodze często spotykałyśmy nie tylko takie znaki... ale i renifery. Kiedy  łapałyśmy stopa nocą kierowcy często migali na nas światłami. Dlaczego? Okazuje się że jeżeli zatrąbisz na renifera zwierz może cię zaatakować! Myląc nasze ludzkie cienie z kopytnymi zwierzakami kierowcy na zapas zabezpieczali się przed wypadkiem.

 

 

Abisko. Jesteśmy na miejscu. Przez tunele śniegowe idziemy łowić zorzę

 

Michał i standardowy dress code północy ;)

 

 

Śpimy pod namiotami. W Szwecji przy zachowaniu pewnych zasad jest to zupełnie legalne. Ekstremalnie niskie temperatury wynagradzają nam przepiękne wschody słońca. Takie jak ten. W nocy było prawie -40 st. C. W nagrodę za ekstremalne warunki mamy okazję obserwować takie wschody i zachody słońca:

 

 

 

 

 

 

Widzieliśmy zorzę. Mój aparat odmówił posłuszeństwa w tak niskiej temperaturze. Zostało tylko wspomnienie, po które musieliśmy wspiąć się około 400 m w górę, po zboczach stoku narciarskiego wychodząc ponad granicę mgieł.

 

W drodze spotkaliśmy wielu życzliwych ludzi. Na zdjęciu małomówny Pan Eskimos.

 

 

I nikt z nas nie wyklucza, że może, w najzimniejszym miesiącu roku wrócimy tam jeszcze raz. Tak bardzo było WARTO.

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl